pod patronatem










BIENNALE SZTUKI MEDIÓW:
WRO 09
»
FESTIWAL TRANSVIZUALIA 009 »
NOWY PIKTOGRAM »
KORPORACJA H!ART »
MIESIĄC FOTOGRAFII W KRAKOWIE »
TANK TV »
ELECTRONIC ARTS INTERMIX »
UBU // BAZA AWANGARDY »

1111

11 nr12



panoptikum pierwsze

» KINO NA GRANICY
» GDANSK DOCFILM FESTIVAL
» ROZSTAJE EUROPY
» PLANETE DOC REVIEW 2009
» KRAKOWSKI FESTIWAL FILMOWY
» AFRYKAMERA
» FESTIWAL FILMÓW KULTOWYCH
» UBU // BAZA AWANGARDY
» OKFA

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash










FESTIWAL POLSKICH FILMÓW FABULARNYCH 2006 -
CONTRA
Z DYSTANSU

W relacji z zeszłorocznej edycji festiwalu gdyńskiego pisałem: "[...] Polskie kino, skoncentrowane w przestrzeni pomiędzy Teatrem Muzycznym a centrum Gemini pokazało swoją siłę i wysoką wartość." Prawie pół roku później z przykrością trzeba stwierdzić, że poczucie siły tkwi tylko i wyłącznie dzięki zjawisku masowej "nadreprezentacji", którą oferuje festiwal. Wartościowe pozycje gubią się w konfrontacji z komercyjnymi "fighterami", osiągając kilkunastotysięczną widownię. Fantastyczne filmy skazywane są na niebyt - vide debiutancki Chaos Żuławskiego, dystrybuowany w skandalicznej ilości kilku kopii, postponowany przez producenta*, będący właściwie nie do obejrzenia, czy wartościowe Co słonko widziało Rosy, które odznaczyło się chyba tylko w pamięci krytyków. Niektóre z tytułów, obserwowane po raz drugi, z dystansem, pozbawione handicapu przychylnego nastawienia, zawodzą - patrz Bezmiar sprawiedliwości . Inne nie mają nawet szansy konfrontacji z szerszą widownią - Fundacja Bajona, wylatująca z pamięci równo z wieńczącym akcję gwizdnięciem Jana Nowickiego, nie dopuszczona do dystrybucji (Swoją drogą zdumiewa los nagrodzonego w Gdyni w roku 2005 filmu Parę osób, mały czas Barańskiego, obecnego w świadomości nielicznych pasjonatów-"filatelistów"). Sytuacji "ambitniejszego" kina polskiego nie sprzyja fakt ataku zalewających ekrany produkcji komercyjnych w typie Dlaczego nie? , czy Świadek koronny - w kontekście tych tytułów ciśnie się na usta pytanie, zadane niegdyś przez Wojciecha Marczewskiego: "Koledzy, czy musieliście zrobić te wszystkie filmy?". Zadawane kilkanaście lat temu, ze smutkiem odnosiło się do "plastikowych" gniotów, realizowanych w latach 80-tych dla odmóżdżenia kinowej widowni. Zadawane dziś, skonfrontowane z prawami drapieżnego rynku, zawadza o naiwność.

Nagrodzona za debiut Sztuka masażu Gawrysia w innym miejscu nazwana zostaje filmem soft porno - po czym w kilka miesięcy później z kretesem przepada w eliminacjach do Berlinale. Nie pomoże przyznawanie serii "złotych orłów" - podsumowujące po raz drugi ubiegły sezon staną się parodią uznania, lokując bogu ducha winnych zdobywców w płaszczyźnie wewnętrznych, środowiskowych rozstrzygnięć. Z prawdziwą niecierpliwością czekam na kolejny gdyński festiwal, bo tylko wtedy uzyskać można zadowalający, bezpośredni kontakt z całym dobrodziejstwem polskiego kinowego "inwentarza".

Bartek Filip

przypisy:

*Proces "walki" o obecność filmu na ekranach relacjonował reżyser na konferencji prasowej podczas festiwalu Camerimage 2006.

 

>>powrót do strefy stymulacji