pod patronatem










BIENNALE SZTUKI MEDIÓW:
WRO 09
»
FESTIWAL TRANSVIZUALIA 009 »
NOWY PIKTOGRAM »
KORPORACJA H!ART »
MIESIĄC FOTOGRAFII W KRAKOWIE »
TANK TV »
ELECTRONIC ARTS INTERMIX »
UBU // BAZA AWANGARDY »

1111

11 nr12



panoptikum pierwsze

» KINO NA GRANICY
» GDANSK DOCFILM FESTIVAL
» ROZSTAJE EUROPY
» PLANETE DOC REVIEW 2009
» KRAKOWSKI FESTIWAL FILMOWY
» AFRYKAMERA
» FESTIWAL FILMÓW KULTOWYCH
» UBU // BAZA AWANGARDY
» OKFA

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash










OSCAR I ELLEN

Niewiele osób spoza Stanów Zjednoczonych słyszało zapewne o Ellen DeGeneres. Fakt, że została ona wybrana na gospodynię 79 gali wręczenia nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej nie zrobił pewnie wielkiego wrażenia na nikim. No może z wyjątkiem miłośników współczesnej amerykańskiej sceny kabaretowej, entuzjastów telewizyjnych talk shows oraz rzesz rozsianych po świecie lesbijek, które jeśli interesują się choć trochę branżowym światem rozrywki, musiały natknąć się na postać Ellen. W połowie lat 90. okazało się bowiem, że seksualność amerykańskiej komiczki może stać się nie tylko świetnym generatorem śmiechu i niekończących się gagów, ale także (a w pewnym momencie nawet przede wszystkim) doskonałym narzędziem walki politycznej na rzecz ruchu LGBT, a w szczególności samego L, czyli lesbijek.

Ellen DeGeneres pracowała w przemyśle rozrywkowym przez lata, ale przełomowy w jej karierze okazał się rok 1994. Zaczęła wówczas realizować sitcom według własnego pomysłu i z sobą w roli głównej. Show zatytułowany pierwotnie These friends of mine (potem Ellen) opowiadał o zwykłej kobiecie po trzydziestce, pracującej w zwykłej księgarni, mającej co prawda dość niezwykłych przyjaciół, ale irytująco wręcz zwykłe (głównie w jej własnym mniemaniu) problemy w związkach z facetami. Przez dwa lata emisji serial zdobył sobie zarówno oddanych widzów, jak i stałe miejsce w ramówce stacji ABC. I wszystko może toczyłoby się jeszcze kilka lat swoim przystrzyżonym na miarkę, heteronormatywnym rytmem, gdyby nie fakt, że pewien szczegół z życia prywatnego twórczyni okaże się dość ryzykowną, acz intrygującą kartą przetargową w wyścigu o oglądalność i na tyle ważnym dla ówczesnych przemian obyczajowych w USA epizodem, żeby w ogóle próbować o tym mówić.

Kiedy Ellen DeGeneres zdecydowała, że jej serialowa bohaterka dokona coming outu i "stanie się" od teraz lesbijką producenci nie byli zachwyceni i batalia o emisje pilota czwartej serii trwała blisko rok. Bano się rzecz jasna reakcji widowni, bo kto chciałby oglądać dwudziestominutowy sitcom o zwykłych perypetiach właścicielki księgarni i o jej zwykłych problemach w związkach z kobietami. Mało kto myślał wtedy o widzach lesbijkach. Dopiero amerykański serial The L word z 2004 roku zmienił znacząco tę sytuację. Problem z Ellen miał jeszcze inny wymiar. Lesbianizm nie dotyczył tylko Ellen z ekranu, ale co gorsza Ellen spoza show. DeGeneres włączyła się bowiem w przetaczającą się wtedy po USA kolejną debatę na temat homoseksualizmu i homofobii. Na fali byli wtedy demokraci z Billem Clintonem na czele, a sztandarowe hasło drugiej fali feminizmu - prywatne jest polityczne - znów nabrało znaczenia, tym razem dla mniejszości seksualnych. DeGeneres swoją decyzją wsparła także koleżankę ze świata celebrities Melissę Etheridge, która jakiś czas wcześniej powiedziała publicznie o swojej orientacji psychoseksualnej. Z perspektywy czasu takie deklaracje mogą wydawać się błahe. Etheridge odbiera Oscara za najlepsza piosenkę, DeGeneres jest na tyle szanowana w środowisku, że całą tę galę prowadzi. W połowie lat 90. nie było to takie proste i zapewne Melissa nie dziękowałaby w przemowie swej "żonie Tammy i ich wspaniałym dzieciom", ani Ellen nie paradowałaby po czerwonym dywanie ze swoją partnerką Portią De Rossi.

Do dziś dla wielu lesbijek czwarta seria Ellen jest jednym z ważniejszych manifestów lesbijskiej widzialności w telewizji. Serial świetnie radził sobie z portretowaniem codzienności, jednocześnie potrafiąc przedstawić w sposób dowcipny tak trudne kwestie jak homofobia rodziców i przyjaciół wobec osoby homoseksualnej, czy kwestie podejścia do homoseksualizmu w wojsku. Ellen DeGeneres uzyskała, co chciała. Korzystając z tego, co potrafi najlepiej - mówić o sobie i nieustannie żartować - wprowadziła lesbijki do głównego nurtu kultury. Serial ściągnięto co prawda po tej serii z anteny, ale Ellen po pewnym czasie przebywania w cieniu pojawiła się na amerykańskiej scenie rozrywkowej ponownie. W stacji NBC prowadzi codzienny show, do którego zaprasza nie tylko sławy showbiznesu. Ponadto jeździ po USA z autorskim show kabaretowym, czasem zagra w jakimś filmie ("Gdyby ściany mogły mówić 2" 2000r.) lub użyczy głosu do kasowej kreskówki (niebieska rybka Dory w "Gdzie jest Nemo" 2003r.). Pamiętają o niej także brukowce, a to dlatego, że albo zerwie z Anne Heche, albo poderwie anielsko piękną i sporo młodszą Portię de Rossi i jeszcze będzie się z nią pokazywać na różnorodnych uroczystościach, galach, paradach, aż trafi do Kodak Theater, by poprowadzić najważniejszy dla amerykańskiego przemysłu filmowego show - Oscary.

Osobiście uważam, że był to świetny wybór i podczas gdy inne decyzje szacownej Akademii mogły wprawić w osłupienie lub wywołać grymas rozczarowania, to Ellen nie zawiodła. Zastosowała prosty, acz niebanalny humor, lekki, choć czasem nawet kąśliwy dowcip. Nie siliła się na bycie ani zbyt polityczną, ani nachalnie i prostacko zabawną. Ci, którzy znają dotychczasowe dokonania Ellen DeGeneres wiedzieli czego się spodziewać. Inni (mam nadzieję) po prostu dobrze się bawili. I choć to nie ma ponoć nigdy żadnego znaczenia, to cieszę się, że goście w oscarowym studio TVP, żegnając się już po gali z widzami Jedynki, wreszcie ustami Tymona Tymańskiego wyrzucili z siebie tę wielką tajemnicę, znaną reszcie świata od co najmniej dziesięciu lat - tak, Ellen jest lesbijką i potrafi fantastycznie się z tego faktu śmiać. Może więc polska telewizja oswoi bestię i zanim szturmem na ekrany wkroczy pierwszy polski branżowy serial Queer Family , przypomnimy sobie jak dawno, dawno temu wychodziła z szafy Ellen DeGeneres.

Małgorzata Zawadzka

>>powrót do strefy stymulacji